Pierwsza w odrodzonej Rzeczypospolitej Szkoła Morska powołana została 17 czerwca 1920 roku. Wobec braku odpowiednich warunków na odzyskanym brzegu morskim, siedzibą szkoły został Tczew. 

Już w dwa miesiące później, w sierpniu 1920, zakupiono za 247 tys. dolarów towarowy żaglowiec, bark „Nest”, który otrzymał polską nazwę „Lwów”. Od 1921 roku szkolili się na nim pierwsi uczniowie Szkoły Morskiej, a 13 sierpnia 1923 roku, jako pierwszy statek pod biało-czerwoną banderą przekroczył równik, w pionierskiej podróży do Brazylii. „Lwów” służył szkoleniu kadr morskich do 1929 roku. 

Równolegle, w rozwijającej się Gdyni, powstał kompleks nowoczesnych budynków, do których przeniesiono, w 1930 roku, Państwową Szkołę Morską.

A 13 lipca 1930 roku nastąpiła symboliczna zmiana wachty. Następcą wysłużonego „Lwowa” stała się, zakupiona w lipcu 1929 roku za 7 tys. funtów szterlingów, dawna niemiecka fregata „Princess Eitel Friedrich”, która już jako francuski „Colbert”, niszczała w Hawrze. Żaglowiec początkowo nazwano „Pomorze”, po remoncie i modernizacji przemianowany na „Dar Pomorza”. Nazwa upamiętniała wkład pieniężny społeczeństwa Pomorza, wniesiony na zakup statku.  

„Dar Pomorza” służył edukacji morskiej polskiej młodzieży 52 lata, z wyłączeniem okresu wojennego (1939 – 1945), kiedy był internowany w Szwecji.

W okresie służby pod polską banderą „Dar Pomorza” odbył 102 podróże szkolne, niektóre tak spektakularne, jak rejs dookoła świata, opłynięcie przylądka Horn czy udział w zlotach i regatach, wielokrotnie jako zwycięzca. Jednakże statek był coraz starszy, wymagający rosnących nakładów, by utrzymać go w stanie umożliwiającym bezpieczną żeglugę i zapewniającym odpowiednie warunki szkolenia.

Wyższa Szkoła Morska już w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku podjęła starania o pozyskanie następcy „Daru Pomorza”, któremu coraz trudniej było otrzymać certyfikaty potwierdzające, że nadal jest statkiem sprawnym i bezpiecznym. Wiadomym więc było, że nastąpi moment, w którym „Dar Pomorza” nie będzie już mógł wypłynąć w morze. W ramach tych działań i na podstawie doświadczeń nabytych w czasie wieloletniej eksploatacji „Daru Pomorza”, opracowano założenia nowego statku, jego parametrów i wyposażenia. 

W tamtym czasie polskie stocznie otrzymały zlecenie na wybudowanie dwóch trójmasztowych barków i zwrócono się do Wyższej Szkoły Morskiej o opracowanie założeń technicznych dla tych statków. Nadarzyła się więc unikalna sposobność, by niejako „przy okazji”, wybudować nowy żaglowiec dla Wyższej Szkoły Morskiej. Zaczęto więc coraz śmielej poruszać temat zapewnienia odpowiedniego statku, aby przyszli oficerowie floty handlowej mieli gdzie się szkolić i hartować w trudnej służbie na morzu.

Kulminacją rozmów o przyszłości szkolenia studentów WSM, było spotkanie przedstawicieli szeregu instytucji i firm, związanych z gospodarką morską z udziałem także Marynarki Wojennej. Spotkanie odbyło się w październiku 1977 roku na „Darze Pomorza”, przy okazji uroczystości inaugurowania nowego roku akademickiego. Wszyscy rozmówcy zgodzili się z tezą, że nie można właściwie wyszkolić przyszłych oficerów bez posiadanie odpowiedniego statku szkolnego, uwzględniając 57 lat tradycji szkolenia pod żaglami.

Jak uzasadnić celowość szkolenia na żaglowcu, skoro przyszli oficerowie morscy będą pływać na statkach z napędem mechanicznym? Ludzie morza wiedzą doskonale, jak wszechstronnym sprawdzianem charakteru, hartu ducha, odpowiedzialności i umiejętności działania oraz podejmowania decyzji w trudnych, nieprzewidywalnych warunkach, jest szkolenie na żaglowcu. Dlatego wszyscy uczestnicy spotkania na „Darze Pomorza” nie mieli wątpliwości, że trzeba dołożyć starań by powstał nowy statek, który przejmie rolę zasłużonej fregaty. 

Nie mieli też wątpliwości sami studenci Wyższej Szkoły Morskiej, którzy niecałe dwa miesiące później, pod koniec listopada 1977 roku obradowali na konferencji organizacji studenckiej. Oni również apelowali o podjęcie działań, zmierzających do zapewnienia państwowych środków na budowę nowego żaglowca. Niestety koniec 1977 roku to już był początek kryzysu gospodarczego w Polsce i trudno było oczekiwać, że władze zdecydują się na wielomilionowy wydatek. Tym bardziej, że Warszawa jest daleko od morza i nie brakowało sceptyków, czy nawet ignorantów, którzy mówili „po co im ten jacht”. Warto pamiętać, że w ustroju socjalistycznym jacht, był synonimem zbędnego, niestosownego luksusu. Nie rozumieli, że chodzi o duży, szkolny statek, który po „Darze Pomorza” będzie kolejnym ambasadorem Polski w świecie.

Należało więc znaleźć inną drogę do zrealizowania celu. W spotkaniach i dyskusjach z końca 1977 roku brał udział młody mechanik z Polskich Linii Oceanicznych, Lechosław Bar – pierwszy absolwent (dyplom nr 1) utworzonej w 1968 roku Wyższej Szkoły Morskiej. Będąc szefem organizacji młodzieżowej w Polskich Liniach Oceanicznych i jednocześnie biorąc udział w kolegium dyrekcyjnym zarządzającym PLO, zdawał sobie sprawę, że nie ma co liczyć w ówczesnych realiach na zrealizowanie potrzeb szkoleniowych Wyższej Szkoły Morskiej. Wiedział, że władza w socjalistycznym państwie nie lubi żądań, ale łaskawym okiem spogląda na inicjatywy poparte społecznym czynem. Wiedział także, że przy braku silnego poparcia politycznego, w trudnych warunkach gospodarczych, skuteczne może być jedynie wykazanie zaangażowania i woli ludzi chcących realizować ambitny cel. Ponieważ zbliżała się konferencja młodzieży gdańskiej, postanowił przygotować odpowiedni apel do młodzieży całej Polski, aby różnymi formami własnej aktywności zbierać pieniądze na nowy statek, który będzie darem całej polskiej młodzieży dla kolejnych pokoleń. Pomysł opierał się na przekonaniu, że taki apel będzie bardzo dobrze przyjęty, a gdy ruszy lawina zbiórki pieniędzy to władza, tak pragnąca aktywności społecznej młodzieży, zgodzi się na realizację pomysłu i powstanie następca „Daru Pomorza”.

Konferencja odbyła się 28 stycznia 1978 roku – od tej pamiętnej chwili upływa dziś 40 lat. Na konferencji jednym z mówców był właśnie Lechosław Bar. Dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów wystąpił w mundurze oficera floty handlowej, III mechanika. Swoją wypowiedź poświęcił wyłącznie sprawie apelu do młodzieży. Powiedział wtedy:

„(…) Jesteśmy województwem morskim. Tu skupiony jest największy potencjał przemysłu okrętowego, tu są najwięksi armatorzy. Jesteśmy kolebką polskich tradycji morskich i szkolnictwa morskiego, a szkolnictwo to przede wszystkim „Dar Pomorza”, który wychował wszystkie pokolenia marynarzy polskiej floty. Kto nie zna w kraju tego pięknego żaglowca, który stał się symbolem wspaniałego odrodzenia polskiej bandery, symbolem Polski morskiej?

Iluż rodaków na całym świecie ze łzą wzruszenia i z wielkim namaszczeniem dotykało jego burt i relingów. Ile narodów świata dzięki niemu uświadomiło sobie, że Polska istnieje, że jest krajem morskim i że ma biało-czerwoną banderę.

Niestety! Czas biegnie szybko i „Dar Pomorza” będzie musiał przejść na emeryturę, ma już przecież prawie tyle lat, co obecne stulecie. Dlatego też żaglowiec ten powinien mieć godnego następcę, który zastąpi go na tej chlubnej wachcie.

W imieniu najmłodszego pokolenia braci marynarskiej chciałbym zaapelować o podjęcie kroków w celu budowy nowego żaglowca, przyszłego następcy „Daru Pomorza”. Licząc na Wasze poparcie, apeluję do całej polskiej młodzieży o pomoc w uzyskaniu niezbędnych na ten cel funduszy.

Powinniśmy jako młodzież województwa gdańskiego zapoczątkować inicjatywę zbierania i wypracowywania środków na ten cel we wszystkich znanych nam formach. Uważam, że możemy liczyć na wydatną pomoc przede wszystkim stoczni i armatorów, na włączenie się studentów i harcerzy. Jest to duży wysiłek finansowy, ale jestem zdania, że naszą, polską młodzież stać na to.

Niech ten nowy symbol naszej morskiej Polski będzie darem polskiej młodzieży, niech powstanie „DAR MŁODZIEŻY.”

Gdy skończył, salę wypełniły gromkie oklaski, uczestnicy podchodzili, gratulowali, składali deklaracje poparcia i włączenia się w zbieranie środków na mający powstać przyszły nowy szkolny żaglowiec pod zaproponowaną nazwą „Dar Młodzieży”. Sam apel i jego entuzjastyczne przyjęcie, odbiło się szerokim echem nie tylko na Pomorzu, ale i w całej Polsce – okazał się głównym tematem wszystkich relacji z konferencji.

Niemal natychmiast nastąpił odzew z całego kraju – posypały się nie tylko deklaracje poparcia, ale też informacje o zebranych konkretnych kwotach. Odpowiedziały błyskawicznie załogi niemal wszystkich statków Polskich Linii Oceanicznych, a następnie załogi statków innych polskich armatorów – o apelu kolegi mechanika dowiedzieli się z tzw. gazetki radiowej.

Jako pierwsza odpowiedziała załoga statku „Zamość”, informując o spontanicznym zebraniu 63 dolarów USA i 10 marek niemieckich – to były wtedy dwie średnie pensje oficerskie na polskich statkach.

Z kraju jako pierwsi, już następnego dnia po ogłoszeniu apelu, zgłosili się członkowie Yacht Klubu Polski w Bydgoszczy, potem napływały zgłoszenia i deklaracje z wielu miejsc, co najważniejsze, również dużych kluczowych zakładów z całej Polski.

Oczywiście prym wiedli młodzi marynarze z Polskich Linii Oceanicznych pod wodzą zgłaszającego apel do młodzieży.

Tak wielki i powszechny odzew na apel, płynący z całej Polski, nie mógł być pominięty przez władzę. Taki był początek niełatwej drogi do zbudowania nowego żaglowca. Determinacja władz Wyższej Szkoły Morskiej z rektorem prof. Danielem Dudą, także władz wojewódzkich w Gdańsku z Tadeuszem Fiszbachem, a także napływ coraz większych środków powodowały, że polscy przywódcy byli skłonni rozmawiać na temat możliwości wybudowania statku. Profesor Duda i Tadeusz Fiszbach niezliczoną ilość razy jeździli do Warszawy, z argumentami, dokumentami, aż wreszcie władze państwowe zgodziły się na realizację budowy „Daru Młodzieży”. Oczywiście taka zgoda musiała mieć oficjalny charakter i odpowiednią oprawę propagandową. Jednak dla entuzjastów powstania „Daru Młodzieży” najważniejszym był fakt, że rysuje się szansa na urealnienie wielomiesięcznych wysiłków. Udział i poparcie najwyższych władz, gwarantowały rozpropagowanie idei zbierania pieniędzy na „Dar Młodzieży” i przychylność mediów, które były wówczas w pełni zależne od władz państwowych.

Okazją były coroczne obchody Dni Morza i konferencja władz województwa gdańskiego 19 czerwca 1978 roku. W gdańskim Ratuszu Głównego Miasta Lechosław Bar wręczył ówczesnemu przywódcy kraju Edwardowi Gierkowi apel – był to już apel całej młodzieży gdańskiej do całej młodzieży polskiej i zakładów pracy, o zbieranie środków i wybudowanie „Daru Młodzieży”. Od tego momentu mogły ruszyć konkretne działania przygotowawcze i techniczne.

W Polskich Liniach Oceanicznych, działał już w tym czasie system organizacyjny, koordynujący różnorakie formy pozyskiwania funduszy. Oprócz zwykłej zbiórki gotówki na statkach, organizowano różnorodne imprezy, m.in. sprzedawano wycofane z eksploatacji elementy wyposażenia statków. Wielkim powodzeniem cieszyły się np. elektryczne i naftowe lampy okrętowe, sekstanty, a nawet bulaje. Na statkach zebrano również jako odzyskany surowiec wtórny, dziesiątki tysięcy butelek po piwie zakupionym w kantynach, które do tej pory były wyrzucane za burtę Dzięki przychylności dyrekcji PLO, z funduszu reklamowego przedsiębiorstwa w 1978 r. zakupiono całą partię sprowadzonych przez hurtownię w Gdańsku doskonałych jakościowo t-shirtów bawełnianych, na których wydrukowana została sylwetka żaglowca i napis „budujemy Dar Młodzieży 1982”. Wielu krytykowało umieszczenie roku 1982 jako daty realizacji budowy. Jednak to właśnie po 4 latach od ogłoszenia apelu podniesiono banderę na „Darze Młodzieży”.

Oprócz działań bezpośrednich, młodzi marynarze PLO jeździli z firmowymi artykułami reklamowymi po Polsce, odwiedzając wiele przedsiębiorstw i agitując do zbierania środków. 

Wszystkie statki propagowały ideę budowy „Daru Młodzieży” w portach, które odwiedzały. Spotykało się to z dużym zainteresowaniem, głównie Polonii, ale nie tylko i miało to wymierny efekt finansowy. Tylko na statku „Stefan Batory” zebrano i przekazano na „Dar Młodzieży” blisko 1 milion ówczesnych złotych w różnych walutach – zbierano wśród załogi, pasażerów i Polonii oraz w wystawionej na statku ozdobnej skarbonie.

Jeszcze zanim władza centralna zaakceptowała pomysł budowy „Daru Młodzieży”, za pieniądze zebrane przez młodych Polaków, ruszyły prace przygotowawcze do zbudowania statku. Od początku wiadomo było, że tego trudnego zadania podejmie się Stocznia Gdańska, która rozważała możliwość zbudowania żaglowców dla Rosji. W Stoczni i w biurze projektowym Centrum Techniki Okrętowej nie brakowało entuzjastów. Jednym z nich był konstruktor i żeglarz Zygmunt Choreń, który został głównym projektantem statku.

Zygmunt Choreń – główny konstruktor Daru Młodzieży

Tak więc już w 3 tygodnie od przekazania apelu najwyższym władzom, przekazany został Wyższej Szkole Morskiej projekt ofertowy. Blisko rok trwały uzgodnienia dotyczące konstrukcji i wyposażenia oraz ceny żaglowca i ostatecznie 25 czerwca 1979 roku została podpisana umowa, gdzie kupującym była Wyższa Szkoła Morska w Gdyni. Rozpoczął się proces konkretyzowania przygotowań – zamówiono blachy, elementy wyposażenia, takielunku, itd. Budowę zaczęto realizować w okresie niepowtarzalnego entuzjazmu, podczas tzw. „karnawału Solidarności”.

4 marca 1981 roku rozpoczęto cięcie pierwszych blach poszycia kadłuba, a 30 czerwca 1981 roku odbyło się położenie stępki. Od tego momentu, z dnia na dzień zaczęły się wyłaniać sekcję kadłuba „Daru Młodzieży”. Po dwóch miesiącach, 31 sierpnia 1981 roku, ważący już kilkaset ton kadłub żaglowca został przesunięty na pochylnię montażową.

12 listopada 1981 roku odbyło się, w obecności tłumów – gości i stoczniowców – uroczyste wodowanie. Rozpoczął się najtrudniejszy, żmudny etap wyposażania statku – urządzenia i mechanizmy, takielunek , żagle, meble i pozostałe wyposażenie niezbędne do żeglugi. Stoczniowców wspierali wiedzą i doświadczeniem członkowie załogi starego „Daru” z legendarnym kapitanem Kazimierzem Jurkiewiczem.

Wreszcie 4 lipca 1982 roku, przy Nabrzeżu Pomorskim w Gdyni, na gotowym, w pełni wyposażonym i pięknym „Darze Młodzieży” podniesiono banderę. Rozpoczął służbę trzeci z wielkich polskich żaglowców szkolnych.